The European Venue for Green Ideas
Politics

Krytyka instytucji zarządzających miejskimi dobrami wspólnymi – w drodze do rebelii?

By Daniela Festa

Globalna dynamika działa na miasta w dwóch wymiarach: finansów i obrotu nieruchomościami. Obydwie te tendencje wywołały wysoce zróżnicowane formy utowarowienia przestrzeni miejskiej. Nie jest to proces toczący się w izolacji, lecz włączony w życie miejskie poprzez określone i zróżnicowane instrumenty. Przykłady z Włoch są ważne ze względu na zakres, w którym są w stanie wymagać nowych form włączenia do różnych propozycji neoliberalnych, lecz także ze względu na sposób, w który pozwalają wybić się naprzód obecnym ją w polityce aspektom wspólnotowym.

We Włoszech proces utowarowienia zaczął się w 2011 roku w postaci sprzedaży aktywów państwowych (przemysłowych oraz bankowych) i był kontynuowany podczas prywatyzacji usług lokalnych przez przekształcanie spółek będących własnością państwa i samorządów lokalnych w firmy kapitałowe, które były sprzedawane – w całości lub w części – podmiotom prywatnym. W 2002 roku stan budżetu Włoch doprowadził do pozbywania się aktywów państwowych, w tym jego dziedzictwa kulturowego. Niedługo póżniej zostało to poszerzone również o zasoby władz lokalnych.

Miasta okazały się niezdolne do zapobiegania niekontrolowanej ekspansji urbanistycznej lub pozostania odpornymi na lobbing wielkich firm zajmujących się sprzedażą nieruchomości. Postępujące zawieszenie regulacji planowania przestrzennego doprowadziło do utowarowienia ziemi: plany zagospodarowania straciły zdolność kierowania rozwojem urbanistycznym zgodnie z interesem publicznym. Miało to również wpływ na przestrzeń publiczną. Popatrzmy na Rzym. Część Villa Borghese została sprywatyzowana, zaś historyczny pasaż Galeria Colonna (dziś Galeria Alberto Sordi) został zmieniony w centrum handlowe. Za rządów Matteo Renziego we Florencji znajdujące się w historycznym centrum Ponte Vecchio zostało wynajęte na prywatne wydarzenie (2013), a Piazza Ognissanti – na przyjęcia ślubne (2013, 2015). Podczas wydarzeń tego typu przestrzeń publiczna jest niedostępna dla zwykłych obywateli, mając za zadanie napełnianie kieszeni władz miejskich.

Zarządzanie usługami publicznymi (włączając w to transport, usługi pocztowe i, przez pewien czas, nawet odbiór odpadów we Włoszech) przeszło pod wpływem europejskich trendów w ręce wielu spółek publiczno-prywatnych. Sektor publiczny i prywatny coraz bardziej upodabniały się do siebie. Własność publiczna jest teraz zorganizowana zgodnie z regułami tego, co uważane jest za miarę wszystkiego: własność prywatną. Polityka oszczędności w okresie po kryzysie 2008 roku wywołała falę prywatyzacji, co wpłynęło z kolei na dostęp do dóbr i usług. Zaczął się on kurczyć dla rosnącej grupy ludności miejskiej. Przyczyniła się ona do powrotu dyskusji o miejskich dobrach wspólnych.

TWORZENIE WARTOŚCI SPOŁECZNEJ

Miasta mogą zarówno ułatwiać, jak i utrudniać tworzenie dóbr wspólnych. Z jednej strony różnorodność i gęstość zaludnienia są dobrym gruntem do skupiania ludzi w celu testowania nowych strategii społecznych. Anonimowość, obojętność i indywidualizm, które charakteryzują miejskie życie z kolei mogą tworzyć bariery dla współdziałania. Warto analizować dobra wspólne miejskie pod kątem tego, jak mogłyby sprzyjać zmianie tonu dyskusji na temat miast i regionów w erze rozkładu państw narodowych. Wbrew stosowanej wobec dóbr wspólnych ekonomicznej teorii dostępu „zasobów konkurencyjnych” Garret Hardin i Elinor Ostrom, z dwóch różnych punktów widzenia, wykazali brak współzawodnictwa między miejskimi dobrami wspólnymi. Ich wartość (tak w ujęciu ekonomicznym, jak i społecznym) tak naprawdę zwiększa się poprzez intensywne użytkowanie danego dobra. Co jednak sprawia, że dane zasoby są w miastach wspólne?

Zajmowanie przestrzeni miejskiej – od odgrodzonych społeczności do centrów handlowych – przebiega w pozbawionych celów redystrybucji dóbr miastach w gwałtownym tempie.

Obserwowanie miast łagodzi wyidealizowane wyobrażenie na ich temat co najmniej na dwa sposoby. Odsłania dwuznaczność dóbr wspólnych, które nie są nimi zanim jako takie zostaną uznane. Dobra wspólne pojawiają sie w miastach codziennie. Każdego dnia poszczególne osoby wysilają się by utrzymać kulturowy, etniczny i społeczny charakter swojego sąsiedztwa. Ci sami ludzie czują się ofiarami spekulacji, która korzystając z tworzonej przez nich wyjątkowości danej okolicy zwiększa ceny nieruchomości i wypycha z niej ludzi, którzy nadali jej charakter. Dobra wspólne nie są zatem po prostu tworzone przez szeroką współpracę od podstaw, ruch solidarności czy emancypacji.

W biopolitycznej, acz nie tylko drapieżnej logice neoliberalizm sam często wytwarza dobra wspólne. W Wielkiej Brytanii tak zwane „dzielnice rozwoju biznesu” – zarządzane logiką deweloperów i interesów biznesowych – rozwijają przestrzeń publiczną tak samo jak postawione na niezagospodarowanej przestrzeni centrum handlowe. Integrują różne potrzeby życiowe i usługi, ułatwiając utowarowienie przestrzeni za pomocą systemów nadzoru wideo i jednostronnie tworzone zasady, uważane za potrzebne do zachowania bezpieczeństwa publicznego oraz ochronę własności. Zajmowanie przestrzeni miejskiej – od odgrodzonych społeczności do centrów handlowych – przebiega w pozbawionych celów redystrybucji dóbr miastach w gwałtownym tempie.

W latach 70. i 80. XX wieku kwestia dóbr wspólnych zdawała się być ściśle związana z niedoborami zasobów, wzrostem demograficznym oraz pogarszającym się ubóstwem. Była również częścią paradygmatu liniowego postępu, wspieranego przez politykę państwa. Na początku lat 90. – wraz z krytycznymi i ekologicznymi praktykami – zmieniający się dyskurs intelektualny zaczął kwestionować będącą w sercu tej teorii ideę homo economicus. Idea ta uzasadniała prywatyzację jako rozwiązanie problemu niedoborów zasobów. Spotkała się ona z oporem wywołanym potrzebą głębokiej zmiany i odrzucenia logiki neoliberalnej. Rosło odrzucenie mechanizmów ogradzania i wywłaszczania dóbr wspólnych dokonujące się w namacalny i nienamacalny sposób w ramach mikrofizycznej przestrzeni miejskiego kapitalizmu kognitywnego. Dobra wspólne można postrzegać jako siłę napędową radykalnie kontr-hegemonicznego procesu. Odsłaniają tą dynamikę konfiskaty, ustalając jednocześnie inny paradygmat: solidarności i współpracy.

WŁASNOŚĆ KONTRA WSPÓLNOTOWE UŻYTKOWANIE

Sposób, w jaki postrzegamy sferę publiczną rzuca światło na sposób, w jaki kapitalistyczne i niekapitalistyczne działania wplecione są we współczesną ekonomię – przy czym te drugie pozostają niewidoczne w dominującej dyskusji. Własność stanowi jednak rdzeń agendy neoliberalnej. Gdy zaczynamy kwestionować ją w praktyce miejskiej, zaczyna się ujawniać jako zestaw zróżnicowanych politycznie i empirycznie relacji stając się kwestią, którą można przemyśleć na nowo.

Miejskie dobra wspólne nie są jednak tylko odpowiedzią na kapitalistyczną akumulację. Są produktywne same w sobie. Tworzą nowy język, nowe relacje oraz nieoczekiwane spotkania

Neolibralna polityka miejska często przedstawia własność jako wzór porządku i stabilności oraz wzmacniania roli instytucji. Widoczne jest dziś jednak coraz większe uznanie praktyk bezpośredniego zarządzania przez mieszkańców. Miejskie dobra wspólne nie są jednak tylko odpowiedzią na kapitalistyczną akumulację. Są produktywne same w sobie. Tworzą nowy język, nowe relacje oraz nieoczekiwane spotkania między praktykami społecznymi i indywidualnymi. Przyjmują formę praktyk zrzeszania się – nie tylko przez prawne uznanie za dobro wspólne danego dobra czy miejsca, choć to konieczny i pożądany krok. Nie są zatem jedynie zestawem defensywnych praktyk użytkowania przestrzeni.

Ex-Asilo Filangieri w Neapolu pokazuje, w jaki sposób retoryka społecznej funkcji własności używana jest do dekonstruowania dychotomię własności publicznej i prywatnej. Po trzech latach dyskusji i eksperymentów nakreślono wewnątrz społeczności Deklarację obywatelskiego i kolektywnego użytku Asilo. Asilo jest budynkiem dziedzictwa historycznego, który stał w zasadzie opuszczony. Został on zarejestrowany przez miasto Neapol i społeczność, dla której jest dobrem wspólnym jako nieformalne dobro wspólne „niematerialnych robotników”. Jest ono zorientowane na dostępność, wspólne użytkowanie oraz zarządzanie partycypacyjne – tak, by nie ograniczało się do bycia własnością określonej społeczności lub bycie wpuszczonym między młot tych, który rządzą, a kowadło tych, którzy z niej korzystają. Dobro wspólne staje się przez to dynamicznym bytem: jest bardziej terminem, który definiuje sposób zarządzania i dostępu, nie zaś miejscem czy aktywem.

Miejskie dobra wspólne są przekazywanymi nam zasobami i procesami, w których jako mieszkańcy uczestniczymy w bezpośredni i produktywny sposób. Jesteśmy jednocześnie ich udziałowcami i gwarantami.

Rodotà Commission była kluczowa w definiowaniu dóbr wspólnych we Włoszech jako „dóbr, będących wyrazem funkcjonalnej użyteczności w realizacji podstawowych praw oraz swobodnego rozwoju jednostki.” Komisja Ministerialna Rodotà, mająca w latach 2007-2008 określić nową legislację dotyczącą własności publicznej była pierwszą, która zaprezentowała prawną definicję „miejskich dóbr wspólnych”. Przygotowała listę zasobów naturalnych, w tym powietrza, rzek, lasów, jezior, fauny, obszarów ochrony natury oraz dóbr kulturowych jako dóbr, które nie mogą być podległe rynkowi i muszą być dostępne dla wszystkich. Rodotà mówi jasno, że kluczowym aspektem jest nie jest to, kto jest właścicielem, ale kto jest zaangażowany w zarządzanie i ma do nich dostęp – w jaki sposób ich udziałowcy są zaangażowani w dotyczące je decyzje. Dobra wspólne są niezbędne dla rynku, będąc narzędziem wspierania praw obywateli. Należą do nas wszystkich. Istnieje istotne rozróżnienie między przywłaszczaniem przestrzeni wspólnej a dostępnością do użytkowania, przy czym pierwszeństwo ma to drugie. Choć zabrakło dalszego ciągu procesu legislacyjnego, to szkic ustawy w istotny sposób przyczynił się do wzmożenia debaty i działań obywatelskich w kraju.

Kwestia dóbr wspólnych odnosi się nie tylko do konieczności przemyślenia praw własności. Kwestionuje również ustalone związki i zobowiązania pomiędzy podmiotami w celu realizacji niektórych wspólnych interesów. Pojawiły się praktyki, które redefiniują instytucje społeczne w bardzo oryginalny, pozbawiony nostalgii sposób. Miejskie dobra wspólne są heterogenicznymi – nieokreślonymi z góry, powstającymi oddolnie – społecznościami, dynamicznymi instytucjami społecznymi, mającymi za cel poszerzanie obowiązków i praw obywatelskich, a nie ograniczać je do określonego kraju czy spokrewnionej ze sobą społeczności. Miejskie dobra wspólne są przekazywanymi nam zasobami i procesami, w których jako mieszkańcy uczestniczymy w bezpośredni i produktywny sposób. Jesteśmy jednocześnie ich udziałowcami i gwarantami.

Widzimy, że związki z nieruchomościami mają w miastach charakter cyrkularny i dwustronny. Miejsce takie jak teatr czy ogród jest definiowane przez tych, którzy je używają, dbają o nie poprez komplementarne praktyki i vice versa. Ta dwustronność nie jest ograniczona do wybranej, zamkniętej społeczności. Dynamika otwartości i płynności jest głównym elementem konkretnych eksperymentów dotyczących dóbr wspólnych.

CORAZ BARDZIEJ POPULARNA KONCEPCJA WE WŁOSZECH

Szkic komisji Rodotà rozpoczął debatę nad dobrami wspólnymi. Od tamtej pory pojawiły się kolejne przykłady tworzenia dóbr wspólnych, jak chociażby w następstwie referendum dotyczącym prywatyzacji wody w 2011 roku, w którym oddano 26 milionów głosów. Koncepcja miejskich dóbr wspólnych (t.j. dóbr miejskich oraz miejsc takich jak ulice, ogrody, teatry, kina czy biblioteki tworzących podstawowe dla mieszkańców miasta „zasoby”) została wdrożona we włoskie prawo poprzez regulacje przyjęte przez Bolonię, a także kilka decyzji podjętych przez Neapol. Od tamtego czasu, bardziej ujednolicony statut miejskich dóbr wspólnych został rozpromowany we Włoszech przez Labsus1. Ów statut jest skoncentrowany na „zarządzanej przez mieszkańców współpracy, mającej na celu konserwację i regenerację miejskich dóbr wspólnych”.

Regulacje te dotyczą dóbr materialnych i niematerialnych oraz cyfrowych, należących do sektora publicznego. Promowane są w nim kwestie, takie jak ochrona i partycypacyjna regeneracja dóbr „przez mieszkańców i rząd za pośrednictwem procedur partycypacyjnych i opiniodawczych, mające na celu indywidualny i wspólny dobrobyt działania […] współdzielenia odpowiedzialności z rządem w celu konserwacji i odnowy w celu poprawienia wspólnego użytkowania”. Ostatnia kwestia dotyczy władz publicznych, które mają władzę jednostronnego wyłączania określonych dóbr – nawet jednak nieformalne kolektywy mogą prezentować swoje rekomendacje, uznając wspólną wartość dobra i oferując opiekę nad nim.

Powodzenie miejskich dóbr wspólnych będzie zależało od politycznej woli władz lokalnych, a także zdolności miejskich aktorów do ich świadomego, rozsądnego i pragmatycznego użytkowania.

„Pakty współpracy” regulują czynności, które „aktywni obywatele” rozwijają wspólnie z rządem, zachowującym swą rolę wyboru i koordynacji. Obywatele są proszeni o bezpośrednie interwencje, gdy lokalne instytucje są niezdolne do zapewnienia usług miejskich z powodu ograniczeń budżetowych lub ryzyka kredytowego. Filozofia tych stosunkowo nowych reguł postępowania jest oparta bardziej na pionowej niż poziomej interpretacji zasady subsydiarności. Władza delegowana jest instytucjom lokalnym i obywatelskim z zamiarem dania mieszkańcom silnej praktycznej odpowiedzialności, bez kwestionowania tradycyjnych mechanizmów władzy czy dystrybucji procesu decyzyjnego.

Ten model postępowania został stopniowo i w różnych wersjach przyjęty przez kilkadziesiąt miast (77 samorządów miejskich wdrożyło podobne ustalenia, a znaczna liczba kolejnych nad tym dyskutuje). Zasady postępowania Chieri (Turyn) różnią się znacznie od idei „partycypacji w zarządzaniu i konserwacji dóbr wspólnych.” W tym przypadku tekst broni bardziej egalitarnego związku między instytucjami i mieszkańcami, mając na celu ułatwianie partycypacji nie tylko utrzymaniu, ale i w zarządzaniu. Termin „aktywny mieszkaniec” zostaje zastąpiony przez „autonomiczny podmiot” lub „społeczność obywatelską”. Model „zarządzania miejskimi dobrami wspólnymi” negocjowany pomiędzy władzami lokalnymi a obywatelami jest również promowany przez włoski dekret zwany prawem “Sblocca Italia”. Przekazuje ono zarządzanie dobrem obywatelom zapewniającym jego użytkowanie w sposób zgodny z interesem publicznym.

Stosowanie już sprawdzonych we włoskich miastach zasad postępowania w sposób, który zbytnio skupia się na kulturze administracji może stwarzać ryzyko „relatywizacji państwa” – szczególnie w kontekście włoskim gdzie, poza państwem, to władze lokalne są ucieleśnieniem tradycyjnych instytucji. Jeżeli pomocniczość miałaby być wprowadzona w życie poprzez transfer ograniczonych zasobów, bez towarzyszących temu odpowiednich kompetencji lub zdolności do rozwiązywania konfliktów drogą sądową, stworzyłoby to sytuację dużej asymetrii w podziale władzy. Istotne jest zatem ustanowienie realnych narzędzi wzmacniania roli osób zaangażowanych w zarządzanie miejskimi dobrami wspólnymi i umieszczanie ich w centrum procesu decyzyjnego. Powodzenie miejskich dóbr wspólnych będzie zależało od politycznej woli władz lokalnych, a także zdolności miejskich aktorów do ich świadomego, rozsądnego i pragmatycznego użytkowania.

ROZWIJANIE KONCEPCJI MIEJSKICH DÓBR WSPÓLNYCH W EUROPIE

Miejskie dobra wspólne rozwinęły się w bliskim kontakcie z podobnymi międzynarodowymi eksperymentami w tym obszarze. Przez ostatnie 20 lat, była to niszowa idea organizacji środowiskowych i alterglobalistycznych. Dobra wspólne nie mogą być pojmowane wyłącznie jako lokalny fenomen. Tuzy europejskiej polityki muszą skupić dziś swoją pracę na wspieraniu wymiany najlepszych praktyk i wiedzy o „uwspólnianiu” poprzez sprzyjanie ich „tłumaczeniu” i „jednoczeniu”.

Tłumaczenie w tym wypadku nie byłoby wykonane przez neutralną osobę trzecią (tłumacza). Zamiast tego powinno być procesem napędzanym przez sojusz udziałowców, którzy rozumieją taktyczny potencjał używania sprawdzonych i wypróbowanych modeli – w niektórych wypadkach już wcielanych w życie przez najodważniejsze instytucje. Aby działały, będą wymagać dynamiki łączenia sił i stałego dyskutowania o kierunkach danego modelu – tak, by zapewnić wszystkim poczucie sprawstwa.

To dobry punkt wyjścia do Europy dóbr wspólnych. Kontynentu zdolnego do transformacji w stronę modelu zarządzania i rządzenia, który jest odmienny od dotychczasowego, zrównoważony i partycypacyjny. Modelu, który wzmacnia społeczną wyobraźnię już zaangażowaną w wyobrażanie sobie różnorodności dóbr wspólnych. Cały czas, naturalnie, pamiętając o zabezpieczeniach koniecznych do zapobieżenia ryzyku podkopania ich przez realizowanie takich ich wersji, które – poza szumnymi deklaracjami – nie zaspokajają potrzeb ponownego przemyślenia procesu decyzyjnego oraz wdrażania modeli dzielenia się władzą oraz dostępem do zasobów i praw.

Krytyka instytucji zarządzających miejskimi dobrami wspólnymi – w drodze do rebelii?